Pokaż wyniki od 1 do 6 z 6
  1. #1

    Domyślnie Weterynarz Warszawa - utylizacja zwłok zwierząt

    Godziny wczesnopopołudniowe, Przychodnia dla zwierząt ulica Poligonowa 1, Warszawa. Do przychodni wchodzą dwie przejęte dziewczynki. Wiek około 11-12 lat. Znalazły malutkiego kotka, chorego. Rodzice w pracy, ale telefonicznie poradzili, by zaniosły zwierzątko do weterynarza. Nie kazali zostawić, wyrzucić.
    Kotek nie do uratowania.
    Doktor weterynarii (pani D.G) uspokaja dziewczynki. Usypia kotka. Od razu wsadza do siatki i... ODDAJE ZAPŁAKANYM DZIECIAKOM NIEŻYWEGO KOTKA. Mówi, żeby zakopały go.
    Dziewczynki wychodzą. Bezradne. Przeżywają śmierć, raczej nie zdarzającą się im co dnia. Śmierć trzymają w siatce.
    W języku urzędowym: mają zutylizować zwłoki

    Przypadkowe osoby wracają z dziewczynkami do przychodni.
    Tu słyszą o tym, że pani doktor "i tak ma dobre serce", bo dzieci przychodzą bez rodziców (pracują w tym czasie, Dranie, czy co??).
    Na utylizacje serca zabrakło, bo to kosztuje 10 zł, "a WY nigdy nie przychodzicie z dziećmi"
    Siatka ze zwłokami wraca do pani doktor, gdy na stole ląduje mocno już wk**** 10 zł

    Ile przepisów prawnych zostało złamanych?
    ile razy dziennie do przychodni przychodzą dzieci z potrzebującymi pomocy od CZŁOWIEKA zwierzętami (piętnaścioro? pięcioro?) i po ilu takich wizytach "dobre serce" zaczyna kierować się rozsadkiem portfela?
    Czy dziewczynki widząc kolejne chore/głodne/potrącone/ zwierze zareagują, uratują, będą chciały znowu przechodzic przyspieszony kurs dorosłości?
    Jak będą starsze, to swoim dzieciom poradzą "zwróćcie się do weterynarza", czy....
    Co to znaczy "dobre serce" weterynarza?
    Kto ma obowiązek uświadamiać dzieci, że nie powinny reagować natychmiast, tylko czekać, aż rodzice wrócą z pracy i może pójdą z nimi tam, gdzie zwierzę czeka na pomoc i reszta odbędzie się już zgodnie z przepisami? (osoba dorosła zdecyduje o uśpieniu i zapłaceniu za utylizację zwierza, lub zdecyduje o podjęciu walki o życie wraz z poniesieniem kosztów zarówno sukcesu, jak i porażki)
    Kto chce znać nazwisko pani doktor?

    Dziewczynki były bardzo dzielne, byłam pod wrażeniem, jak bardzo chciały uratować zwierzaka, nie uciekły z gabinetu, gdy dorosła osoba dała im śmierć w siatce, tylko bardzo chciały jakoś zwierze pochować. Mam nadzieję, że pozostaną dalej wrażliwe.


    Przychodnia mieści sie blisko miejsca, gdzie mieszkam ze Zgubą. Ale nigdy nie skorzystam z jej usług, nawet, by kupić preparat przeciw pchłom i kleszczom. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego.

    z uściskiem łapy
    rFF

  2. #2

    Domyślnie

    Obrzydliwa kobieta - bezduszna i pazerna

  3. #3

    Domyślnie

    >'0.o< na wszelki wypadek zatem dodam: pani doktor Daria przyjmuje w dwóch miejscach - Art-Vet oraz wspomniana przychodnia przy Poligonowej.

    ---> to była odpowiedź do postu, którego już nie ma
    Ostatnio edytowane przez rudziaFFka ; 21-05-2009 o 18:32

  4. #4

    Domyślnie

    Hm....... dużo rozmyślałem nad tym co pani napisała .Osobiście mnie nie podoba się to że
    Wrzuca pani do „jednego kotła wszystkich”. Korzystam z usług tej lecznicy i jestem bardzo zadowolony z prowadzenia przez panią doktor. Co ciekawsze zwierze przy niej nie odczuwa lęku i strachu co jest dobrą zaletą przy takich wizytach.
    ...................ale mam szczęście bo korzystamy z usług lecznicy u pani doktor Wioli.

    (( nawiasem zapytam czy jak pani kupi spleśniałe pieczywo to czy też tak rozpisuje na forach że dana sieć sklepów jest zła –czy zależy to od nastroju ? )).
    Z wyrazami szacunku Tom...

    Ps. Skoro pani jest taka skrupulatna to zapytam czy na każdy spacerek pamięta się o kagańcu i smyczy? Bo raczej wątpie.. a należeło by dać samemu dobry przykład naszej najmłodszej młodzierzy,nie omieszkam wspomnieć o zbieraniu odpadów na spacerku po swoim milusińskim!!!
    Ostatnio edytowane przez Tom... ; 20-05-2009 o 20:14

  5. #5

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Tom... Zobacz posta
    Hm....... dużo rozmyślałem nad tym co pani napisała .Osobiście mnie nie podoba się to że
    Wrzuca pani do „jednego kotła wszystkich”.
    (...)
    (( nawiasem zapytam czy jak pani kupi spleśniałe pieczywo to czy też tak rozpisuje na forach że dana sieć sklepów jest zła –czy zależy to od nastroju ? )).
    Z wyrazami szacunku Tom...
    Ps. Skoro pani jest taka skrupulatna to zapytam czy na każdy spacerek pamięta się o kagańcu i smyczy? Bo raczej wątpie.. a należeło by dać samemu dobry przykład naszej najmłodszej młodzierzy,nie omieszkam wspomnieć o zbieraniu odpadów na spacerku po swoim milusińskim!!!
    1. Proszę mi wskazać ten jeden kocioł
    2. spleśniałe pieczywo tym różni się od traumatycznej przygody tych dziewczynek, że... (proszę samemu dokończyć, żebym nie była posądzana o "jeden kocioł"
    3. Nie byłam klientką tej przychodni, przechodziłam obok, gdy zainteresowało mnie oddanie, z jakim starały się ratować kotka dziewczynki. Weszłam do lecznicy tylko po to, by w razie czego dać im pieniądze, gdyby okazało się, że leczenie byłoby za drogie dla nich
    4. proszę sprawdzić wyraz młodzież - znam inną pisownie, ale nie znam znaczenia "najmłodsza młodzierz"
    5. Czy brak kagańca, brak smyczy, kupa - któraś z tych rzeczy, w przypadku opisanym w wątku, spowoduje traumatyczne przeżycia związane ze śmiercią stworzenia, które z odruchu ratują dzieciaki, licząc na podobne odruchy u osoby z zawodu niosącej pomoc zwierzakom?

    Mam wrażenie, choć nie chcę nikogo wrzucać do jakiegokolwiek kotła, że Tom często bywa na forach i w zależności od nastroju pisze, co mu ślina na klawiaturę nakapie. Drogi Tomie, ten post nie był skierowany do Ciebie, ani nie dotyczył doktor Wioli, może to nam pomoże zachować poziom rozmowy.
    Pozdrawiam

  6. #6

    Domyślnie

    W pełni zgadzam się z tym tematem i opinią rudziaFFki. Miałam taką sytuację...Na niedzielny dyżur (4h) 10 letnia dziewczynka przyniosła mi 3-4 tyg. kotka. Stan kota był na tyle ciężki, że jedynym ludzkim odruchem było skrócenie cierpień tej biednej istotki. Jednak NIE uśpiłam tego kota przy dziecku! Cieżko mi było nawet jej o tym powiedzieć. Nie wziełam od niej pieniędzy! Byłam szczerze poruszona zachowaniem dziewczynki. Żeganła się z tym kotkiem 3h! Głaskała go, zalewając się łzami. Chociaż tak młoda, to chyba zdawała sobię sprawę ze stanu kocini, zadawała później całkiem "trzeźwe" pytania (np. czy po kontakcie z tym kotkiem może zarazić czymś swoje koty, itp.) To niezwykle dzielne i wrażliwe dziecko zostanie w mojej pamięci na długie lata. I nie jest to atak imienny na konkretnego veta czy konkretną lecznicę . Wyrażam swój sprzeciw przeciwko takiemu postępowaniu.

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •