Strona 1 z 11 1234 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 25 z 253
  1. #1

    Domyślnie Na czym polega uśpienie psa??

    Czy ktoś może odpowiedzieć mi na to pytanie? Co wstrzykuje lekarz? Co się dzieje z organizmem psa i przede wszystkim czy on coś czuje? Wczoraj uśpiłam swojego schorowanego 14 letniego staruszka i chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o psiej eutanazji.

  2. #2

    Domyślnie

    Pozwolę sobie zacytować
    "Technicznie eutanazja polega na podaniu zwierzęciu dożylnie dużych dawek barbituranów (leków używanych do normalnej narkozy ale w większych stężeniach). Po iniekcji kora mózgowa ulega natychmiastowemu wyłączeniu, któremu towarzyszy utrata przytomności, następnie pojawia się bezdech , będący następstwem stłumienia ośrodka oddechowego, i wreszcie śmierć zwierzęcia wskutek zatrzymania akcji serca. Utrata przytomności następuje szybko, bezboleśnie i bez działań ubocznych. Czasami u zwierząt nadmiernie agresywnych lub niespokojnych, wcześniej podaję się środki uspakajające po których zwierze nie reaguje lękiem na wkłucie dożylne. U zwierząt u których istnieją trudności w podaniu dożylnym barbituranów, leki te podaje się dosercowo po uprzedniej premedykacji czyli znieczuleniu."
    Przykro mi z powodu psiaka.

  3. #3

    Domyślnie

    Dzięki za odpowiedź. Usypiając mojego psiura czułam zarówno ból-po jego stracie jak i ulgę, że się już nie męczy, nie cierpi. Dziwne to trochę. Cieszę się jednak, że istnieje coś takiego jak psia eutanazja. Dzięki temu możemy oszczędzić naszym pupilom bólu (oczywiście kiedy nie można już innego zrobić).

  4. #4

    Domyślnie

    Widze, ze dolaczylas do nas, ktorzy maja smutne doswiadzenie i przezycia w zwiazku z pozegnaniem swego psa - wiec pozwole sobie zaprosic Cie do Teczowego Mostu - tam wielu jest takich , jak Ty. Jest troche latwiej przezyc te okropne chwile, a zarazem to bardzo fajne, choc smutne, wspomnienie o nich.

  5. #5
    Dołączył
    Apr 2003
    Przegląda
    Warszawa
    Posty
    1,075

    Domyślnie

    W wielu lecznicach przed podaniem tego ostatniego zastrzyku podaje sie "zwykłą narkozę" (wszystkim psom, a nie tylko agresywnym czy niespokojnym). Zwierze (nie usypiałam nigdy psa, ale 15 szczurów - moich kochanych szczurów !) zasypia powoli tulone przez właściciela, a gdy juz całkiem śpi, podaje sie zastrzyk dozylny.

    Gdy usypiałam w maju moja kochana szczureczkę, kobieta nie chciała podać narkozy, bo powiedziała, że TO TYLKO SZCZUR! Po co mu narkoza!? Byłam wściekła i powiedziałam, że wychodze, jesli nie pozwoli mojemu maleństwu zasnąć spokojnie! Uległa, niechetnie...

    Przykro mi z powodu smierci Waszych psiaków...
    [']...

  6. #6
    Dołączył
    Nov 2003
    Przegląda
    Chrzanów,Małopolska
    Posty
    105

    Domyślnie

    na szczescie nie stanelam jeszcze przed ta tragiczna decyzja i nie przezylam smierci psa - tylko kanarka. Ale mimo ,ze to byl tylko ptaszek dlugo nier moglam sie pozbierac. Wiem jak takie rozstania bola.
    Wspolczuje... niech biegaja szczesliwe po lakach za teczowym mostem !!
    wstydze sie ,ze urodziłam sie człowiekiem

  7. #7

    Domyślnie

    Aresik najpierw dostał "głupiego Jasia", tak ,ze moglam go tulic spokojnie na kolanach , a po jakichś 20 minutach, jak juz spał, zastrzyk w serce. Po raz pierwszy od czasu jego choroby, w jego oczach ( po podaniu pierwszego zastrzyku) widziałam ulgę.

  8. #8

    Domyślnie

    W 22 pazdziernika 2204 roku musielismy uspac naszego przyjaciela., Atosa. Odchodzil spokojnie i cudownie - do konca nie byl sam wiedzial ze Go bardzo kochamy. Bylo to u nas w domku, otrzymal 2 zastrzyki i zasypial 5 minut w naszych ramionach . Do dzis pamietam przesuwajace sie wskazowki zegarka recznego naszego weterynarza., podajacego zastrzyk a ja Tonia glowe tulilam mocno do siebie. Potem poczulam ogromna ulge, ze nie dopuscilam do tego, by On sie meczyl.

  9. #9

    Domyślnie

    a ja jak Burka usypialam to byla masakra....((((co z tego , ze nie czul???jak on sie ordynarnie udusil!!!!!((((((((((((((((((((((nastepnym razem ja bede chciala nie morbital, a wlasnie srodki do narkozy PRZEDAWKOWANE-niech stanie serce, a nie oddech!!!!(((((
    -Myślę.
    -Więc świat jest myślą twoją.
    -Cierpię.
    -Nie myśl.
    -Nie mogę.
    -Możesz, sposób niemyślenia przemyśl, oszalej

    Kordian

  10. #10

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez orsini
    a ja jak Burka usypialam to byla masakra....((((co z tego , ze nie czul???jak on sie ordynarnie udusil!!!!!((((((((((((((((((((((nastepnym razem ja bede chciala nie morbital, a wlasnie srodki do narkozy PRZEDAWKOWANE-niech stanie serce, a nie oddech!!!!(((((

    ja usypiałam mojego jamnika, dostał jeden zastrzyk, tylko drgnął, trwało to kilka sekund - nie mam pojęcia co dostał, nie spytałam.
    On juz był w stanie agonalnym wtedy.

    Niedawno byłam świadkiem uśpienia schorowanej suki, moje wet dała jej najpierw narkozę.

  11. #11

    Domyślnie

    U mnie też było podobnie. Najpier staruszek dostał narkozę-szybciutko "zgasł", a później lekarz poprosił żebym wyszła, żę przyniesie mi psa do samochodu. Byłam jak nieprzytomna więc wyszłam-czego dziasiaj bardzo żałuję, bo czuję się tak jakbym nie była z nim do końca. Myślę, że wtedy podał mu właściwy środek który przeniósł psinkę za tęczowy most. Nie rozumiem tylko tego dlaczego poprosił o to żebym wyszła. Może ktoś potrafi mi na to odpowiedzieć? Może wtedy faktycznie mogą dziać się różne nieprzyjemne "rzeczy" z psem czego właśnie chciał mi oszczędzić lekarz.

  12. #12

    Domyślnie

    Nie wiem jak gdzie indziej, ale jeśi przebiegało to tak jak u Aresa, czyli środek nasenny , a potem zastrzyk, to może dlateog prosił, abyś wyszła, ponieważ: ( z informacji, naszej pani wet, ktora tez mi proponowala wyjście). Piesek ma już rozluźnione wszystkie miesnie, jest bezwładny, mozę sie zdarzyc, ze posiusia się, czy zrobi coź więcej. On już teog ne iczuje, ( tak jakby człowiek na spaniu w nocy narobił do łożka, nawet niewie kiedy i gdzie). nie wyglada to ładnie. mogą wystapić drgawki agonalne - efekt nerwów ( Cos podobnego do tego, co można zaobserwować niekiedy u zabitych ryb - ryba juz nieżywa, np. karp bez głowy, a calym ciałem jeszcze przez jakis czas wstrząsaja drgawki). Pies po zastrzyku usypiajacym juz tego nie czuje, jest nieprzytomny, śpi głęboko ( dalteog sie czeka troche czasu, az bedzei pewnośc, że zwierzak już nic nie czuje - my czekaliśmy ponad 20 minut) Można to porównać do utraty przytomności u człowieka - czlowiek nei wie co sie z nim dzieje, nie czuje bolu, niczego, az się nie ocknie. Potem, nasz wet robil zastrzyk w serduszko. Po wkluciu, pojawila sie mala plamka krwi. Ponieważ Aresik był wychudzony, widziałam, jak pod skórą jego serduszko przestaje bić.
    Mysle, że z powodu tej reakcji organizmu po usypianiu i na zastryzk zatrzymujący akcje serca, weterynrze proponują wyjście. Ja wiedzialam wczesniej, na co mam być przygotowana, ale i tak było to dla mnie duzym szokiem. I nie umiałam powstryzmac okrzyków paniki, jak Ares westchnal ( nie dusil sie, tylko tak jakby westchnał z ulgą), czy jak po wkłuciu w serduszko pojawila sie krew. poza tym to bardzo silne przezycie dla wlaścicela pieska i ludize różnie reaguja. W kazdym razie, pies nie cierpi, odchodzi w spokoju, zasypia po prostu. I nie powinno byc tak, ze sie dusi...

  13. #13
    Dołączył
    Oct 2004
    Przegląda
    Zabrze
    Posty
    639

    Domyślnie

    Mój Baks 11 letni bokser dostał najpierw zastrzyk nasenny ,pózniej troche z nim spacerowalismy bo była możliwosc wymiotów ,tak tez sie stało.Jak juz słaniał się na nogach poszlismy do lecznicy tam zasnoł głębokim snem. Wet poprosił zeby zanieść go do samochodu ,lezał chwilę przyszedł wet i dał Baksowi zastrzyk w serce,łzy zalewały mi oczy cały czas głaskałam moje psie cudo ,wet powiedział ze mogą wystąpić drgawki ,tak tez było ,to było straszne pies ,trzymałam rekę na jego serduszku az przestalo bić trwało to moze 10 min zanim ciałko całkiem sie uspokoiło .Wet osłuchał psa i powiedział ze juz nie zyje Po wyczerpaniu wszystkich mozliwości ratowania życia i poprawy stanu zdrowia podjelismy ta ostateczną decyzje ,która przysporzyła na m tak wiele bólu,ale ten ból własnie świadczy o tym jak bardzo kochalismy naszego psa. Jestem dumna że potrafiłam ją podjąć nie skazując psa na cierpienie...........

  14. #14

    Domyślnie

    Brawo!!! Choc to bardzo smutne doswiadczenie, ale jestem rowniez dumna z tego, ze nie pozwolilam, aby moje Szczescie cierpiala, kiedy nie bylo juz dla Niego ratunku. Mysle, ze na tym polega swiadoma opieka nad zwierzakiem., Jestesmy z nini na dobre i zle.

  15. #15

    Domyślnie

    Nie potrafiłam i nie potrafię podjąć takiej decyzji w stosunku do psa, do żadnego zwierzęcia zresztą.
    Moja Nora... kiedy chorowała to miała najlepszą pomoc, leczenie, także przeciwbólowe.
    Sama niestety przyczyniłam się do jej śmierci -nkiedy wystąpił ten straszny, wielogodzinny atak padaczki wybłagałam przepisanie luminalu. To była niedziela, wet nie mógł przyjechać, Luminal wypisano dla mnie w punkcie całodobowym. ABy przerwać ten atak podałam dużą dawkę, jaką kazał weterynarz. I Nora zaczęła umierać. To wyglądało tak, jakby zasypiała. Ale jednocześnie my wszyscy wiedzieliśmy, że to nie jest zwykły sen tylko wieczny sen. Zmarla na swoim posłaniu, otoczona rodziną, z głową na naszych kolanach. W pewnym sensie to było uśpienie, bardzo spokojnie zasnęła. Ale świadomie nie zdecydowałabym się na to, uśpienie było to skutkiem ubocznym. Nie wytrzymał układ krążenie i chyba układ nerwowy też. To tak jak z zasadą podwójnego skutku...
    Ewa

  16. #16

    Domyślnie

    Czytam Wasze opowieści i łzy napływają mi do oczu To jest niebywale smutne.Pamiętam jak kilka lat temu usypiałam mojego ciężko chorego szczurka.Szczurek to bardzo małe zwierzątko,a przeżyłam to strasznie.Potem śmierć szczeniaczka chorego na parwowirozę - w piątym dniu leczenia kiedy była już minimalna poprawa,kiedy dała mi nadzieję na wyzdrowienie,nagle w nocy odeszła.Bardzo cieszę się,że moja obecna sucz jest zdrową psicą To nic,że diabeł wcielony To nic,że czasem płakać mi się chce jak widzę co znowu narobiła.W gruncie rzeczy to w końcu tylko oznaka jej sporego temperamentu Mam nadzieję,że będzie przy mnie kilkanaście pięknych lat Moje serduszko,czarnuszek,moja śliczna suczyca...

  17. #17

    Domyślnie

    Ja borykam się właśnie z tym problemem. Nie mam siły jej uśpić, ale ona juz naprawdę się meczy. Ma dysplezje i już prawie wogóle nie możę chodzić. nie wiem co mam zrobic, jak to ma wyględać i najważniejsze - czy mam byc z nią do samego końca, czy zrobi jej to wielką rózniece jak pojedzie tam z moja mama. Wiem jedno, że chyba nie bede z stanie wytrwać z nia do konca. Może to tchurzostwo,ale nie mogę, a ona sama nie zdechnie, na dysplazje się nie umiera...

  18. #18
    Dołączył
    Oct 2003
    Przegląda
    Zabrze
    Posty
    6,621

    Domyślnie

    kaja,
    o tym kiedy nadejdzie ten ostateczny moment powinnaś porozmawiać z Twoim weterynarzem i z Twoim psem. To ważne, żeby w ciężkich chwilach uważnie się wsłuchiwać w to, co pies ma nam do powiedzenia...

    Ja z moim psem byłam w lecznicy, mimo, że wydawało mi się, że umrę tam razem z nim. To jednak byłam, i byłam całkiem spokojna, bo takiej mnie potrzebował pies w tych trudnych chwilach... Byłam przy nim kiedy dostawał narkozę, poczekałam aż zaśnie głaskając go cały czas za uszkiem... Kiedy już spokojnie spał, wet poprosił, żebym wyszła, uznał, że nie ma sensu, żebym patrzyła jak umiera... I wyszłam...
    Musiałam pojechać tam z moim psem, właśnie dlatego, że to był mój pies! To ja byłam mu najbliższa, przy mnie czuł się najlepiej, uważałam, że to mój obowiązek, że jestem mu to winna za te wszystkie wspólne lata...

    Musisz sama rozważyć, czy dasz radę (uważam, że dasz, w człowieku drzemie ogromna siła), czy obecność Twojej mamy psu wystarczy...

    kaja, uśpienie psa jest dla nas bardzo bolesne, ale najważniejsze w tym całym koszmarze jest to, że psa już nie boli! I to warto sobie powtarzać: jego już nic nie boli!

  19. #19

    Domyślnie

    Pieknie i madrze napisane!!!
    Kiedy usypialismy Atosa tez myslalam, ze nie dam rady, ale to nie jest prawda - jest taki moment, kiedy zbiera sie wszystkie sily i wie sie, ze RAZEM trzeba te ostatnia droge pokonac. Za milosc, jaka pies obdarzyl Cie za zycia, teraz Ty nie mozesz pozwolic na to, by cierpial, czy odchodzil sam.

  20. #20

    Domyślnie

    Dzięki coztego.
    A ja już myślałam, że zrobiłam źle opuszczając mojego psa przed drugim zastrzykiem.
    Ja również pojechałam do weta sama. Mama chciała ze mną, ale poprosiłam żeby tego nie robiła, szczególnie, że miałam do Rodziców żal o to, że narażali psa na dodatkowe cierpienia ponieważ nie umieli w odpowiednim momencie podjąc decyzcji o jego uśpieniu. Rozmawiałam z nimi o tym na 2 tyg. przed ich decyzją. Tłumaczyłam, prosiłam żeby się zdecydowali, bo lepiej już z nim nie będzie. Uparli się i pies męczył się jeszcze dłużej, a mnie ściskało gdy na to patrzyłam, dlatego jak tylko usłyszałam ich decyzję w obawie że ją zmienią zawiozłam psa do Lecznicy. 5 minut i było po psie, po jego cierpieniu i bólu. U mnie natomiast ulga wymieszana z

  21. #21

    Domyślnie

    Kaju
    A jak Twój pies zachowuje się? Ma chęc do zabawy, do życia?
    Czy rozważaliście zabieg chirurgiczny? On co prawda nie zlikwiduje choroby ale pomaga jednak...
    Ewa

  22. #22

    Domyślnie

    Kaju, byłam z moimi psinami do końca. Weterynarz został wezwany do domu, żeby oszczędzić im dodatkowego stresu lecznicy.
    To bardzo trudny moment, ale niegdy, ani przez chwilkę nie żałowałam, że odprowadziłam je do końca.
    Za wszystko co mi dały byłam im to winna i wiem, że spokojnie przekroczyły Tęczowy Most.
    Jednak to każde z nas musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy da radę. Ja myśle, że każdy, kto kocha swojego psa znajdzie w sobie tę siłę.

    Przesyłam bardzo dużo ciepłych myśli...

  23. #23

    Domyślnie

    Czytajac wasze posty przypomniałam sobie jak to bylo z nami. Otóż 21 kwietnia tego roku uspiliśmy naszego psa Atosa. Miał 17 lat z każdym dniem było coraz cieżej mu wstać. Rok wczesniej tylnie łapy mu siadły podjelismy sie leczenia przez dwa tyg dzień w dzień chodził na bolesne zaszczyki ale wyszedł z tego mimo ze pani weterynaż mówiła nam aby sobie nie robić zbytnich nadzieji. Pamietam jak dzis jak piszczał przy tych zaszczykach. Wiec kiedy w kwietniu jego stan sie coraz bardziej pogarszał pies zaczoł robić pod siebie nie wyczymywał z niczym ani z sikaniem ani z ... Wprawdzie chodzic chodził ale tylko na około bloku i spowrotem bo wiecej nie umiał Tata oznajmił ze już czas. Na poczatku byłam w szoku bo decyzja z dnia na dzień ( toznaczy wiele razy był juz ten temat poruszany ale zawsze po paru dniach sie uspakajało ) Pamietam dokładnie wszystkie szczeguły tak jakbym ogladała film w zwolnionym tępie. Jak ubierałam mu obroże jak nie miałam serca spojżec mu w oczy czułam sie jak kat. Jak szlismy do samochodu w którym był spokojny jak nigdy. U weterynarza dostał najpierw narkoze po której troche wymiotywał cały czas byliśmy przynim głaskaliśmy go. Po jakiś 20 min weterynaż poprosił nas o wyjscie. Prawde mówiać troche załowałam tej decyzji myslałam ze zle zrobiłam ze przeciesz jeszcze troche chodził ze szło go jeszcze ratować zaszczykami.
    Po uśpieniu weterynaż zaprosił nas spowrotem do środka Atos był już zważony ( szedł na kremacje bo wziąść psa ponoć nie można ) i zapakowany w worek.
    Weterynaż wycierał mocz który Atosek wydalił po śmierci.
    Pojechałam do domu a tata do pracy kiedy weszłam i zobaczyłam jego legowisko miski znowu sie poryczałam. Miski zostały do wieczora zreszta tak samo jak legowisko.Cała rodzina rozpaczała po jego odejściu Mama ja nawet tata wszyscy beczeli.
    Zawsze myślałam ze jak bedzie czeba go uśpić to ja tam nie pojade. Ale kiedy już miało to nastapić nawet przezmyśl mi nie przeszło że mogłabym zostać w domu. Poprostu musiałam z nim być byłam mu to winna za wszystkie wspaniałe lata. Chciałam żeby wiedział jak bardzo go kocham i ze nie jest sam. I tak też sie stało i nie załujetego ze pojechałam mimo że było mi cieszko patrzeć jak odchodzi.

  24. #24

    Domyślnie

    P przeczytaniu waszych wypowiedzi zadecydowałam juz że na pewno pojade tam znia. ale jeszcze nie teraz, teraz jeszcze bedę o nia walczyć, puki ona jest jeszcze szcześliwa z zycia. Dziekuje wam za wsparcie:*

  25. #25
    Dołączył
    Sep 2005
    Przegląda
    Cracow ;)
    Posty
    5

    Domyślnie

    ja mam nadzieje ze nigdy nie bede musiałą usypiac swojego psiaka.Moj pierwszy piesek Amik zdechł potracony przez samochód... i nie wiem co bym wolała czy uśpić czy zeby go potrącił samochód.Nie było mnie przy nim odnalazłam go na kraju drogi nastepnego dnia.... do oczu napłyneły mi łzy myśle że uśpienie przeżywałabym gorzej. ale to lepsze niż zeby pies miał się męczyć..ehhh czemu psy nie zyją wiecznie...

Strona 1 z 11 1234 ... OstatniOstatni

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •