Pokaż wyniki od 1 do 19 z 19
  1. #1
    Dołączył
    Aug 2006
    Przegląda
    Katowice
    Posty
    58

    Domyślnie Strachliwe szczenię - jak oswajać z otoczniem?

    Hejka!
    Poradźcie proszę bo powoli tracę cierpliwość.
    Od tygodnia mieszka ze mną prawie 3 miesięczna suczka dobka. W domu jest wszystko ok, psiak jest radosny, skory do zabaw, przychodzi do mnie chętnie (nie przepada tylko za głaskaniem - woli próbować wgryźc się w rękę). Na spacerach sytuacja zmienia się diametralnie. Kora (bo tak się wabi) na początku, czyli przez pierwsze 2,3 dni, bała się nawet z klatki schodowej wyjść na świat. Gdy dawałem jej smaki powoli wychodziła na trawnik, zrobiła swoje i chciała wiać z powrotem do domu. Teraz już na trawniku przed blokiem czuje się pewniej ale ciągle mam problem by np. zachęcić ja do zabawy z gumową kością czy piłeczką, jest zbyt rozkojarzona. Troszkę pobiega a potem sie "zacicna": chaotycznie i niepewnie rozgląda się naokoło, ogon podkulony, nie reaguje na moje próby zwrócenia jej uwagi na mnie czy zabawkę. Potem chwila zabawy i znowu "powtórka z rozrywki".
    Na ciut dalsze wycieczki nie ma zupełnie ochoty. Przejdziemy kawałek za blok: siada, rozgląda się, nie chce iśc, nie raguje na przywołanie. Szarpnę delikatnie smyczką, przejdziemy kilka kroków i znowu o samo. Nie raguje wtedy na przysmaki nawet gdy podejdę i podkładam je jej pod pyszczek. Dzieje się tak niezależnie od tego czy jest dzień i czy zupełnie cicha noc. Gdy wracamy jezt zupełnie na odwrót, psiak z uporem ciągnie do domu. Teraz, gdy waży niespełna 9 kg,ciągnięcie jeszcze nie jest problemem ale w przyszłości może się nim stać.
    Co mam robić by oswoić psa z jego otoczeniem? Czy minie jej to pewnego pięknego dnia i będziemy mogli pospacerować gdzieś dalej? Boję się, że jeśli nie będziemy poznawać z Korą nowych miejsc to potem ten lęk się w niej utrwali i w ogóle nie będzie chciała chodzić nigdzie dalej. Mój poprzedni psiak był zupełnie inny,maszerował wszędzie chętnie i bez strachu, stąd zachowanie Kory budzi mój niepokój.
    Czekam na słowa otuchy, cenne rady i przydatne wskazówki
    Pozdrawiam
    Woo

  2. #2

    Domyślnie

    Miałam podobny problem.Moja sunia nie wychodziła wcale na spacerki ponieważ chorowała.Dopiero po upływie ok.miesiąca wet.powiedział że można z nią wychodzić.Bała się wszystkiego ;ludzi,psow samochodów itd.Mimo wszystko wychodziliśmy na spacer.Chodziliśmy w takie miejsca gdzie nie chodziło dużo ludzi. Z czasem wybieraliśmy miejsca bardziej uczęszczane.Nie zajęło nam to wiele czasu.Pamiętaj tylko żeby nie robić nic na siłę.

  3. #3
    Dołączył
    Mar 2006
    Przegląda
    Poznań/Kosieczyn
    Posty
    1,829

    Domyślnie

    Wika też początkowo trochę bała się świata. Siadała, zapierała się, nie chciała iść dalej. Ale po trochu się oswoiła.

    Co jest ważne?
    - nic na siłę, nie ciągnąć psa, zachowywać się spokojnie,
    - wprowadzać nowe bodźce stopniowo
    - zachowywać się naturalnie, w żadnym wypadku nie mówić "no nie bój się malusiu piesiu misiu" itp., nie mówić do psa jak do dziecka, bo to może mieć odwrotny skutek, psa może niepokoić nasze nienaturalne zachowanie,
    - jeśli pies boi się czegoś konkretnego, np. dużego kamienia, można to "oswoić" podchodząc do tego, siadając na tym, czytając gazetę i dając psu czas na samodzielne podejście...

    Tyle mi przyszło do głowy na razie...

  4. #4
    Dołączył
    Sep 2005
    Posty
    2,986

    Domyślnie

    Jest jeszcze jedno wazne - informowac wszystkich przyjaciol i znajomych, aby kupowali szczeniaki z takich hodowli, gdzie sa socjalizowane ze swiatem. Bo pierwsze 12-14 tygodni w zyciu szczeniaka sa decydujace.

    Zofia

  5. #5
    Dołączył
    Mar 2006
    Przegląda
    Poznań/Kosieczyn
    Posty
    1,829

    Domyślnie

    A dla tych, co mają małe szczeniaki i jeszcze mogą uniknąć błędów socjalizacji, polecam tekst o "zasadzie 12"

    http://www.dogs.gd.pl/kliker/szczeni...jalizacja.html

  6. #6
    Dołączył
    Aug 2006
    Przegląda
    Katowice
    Posty
    58

    Domyślnie

    Dzięki wielkie za garść rad. Chyba niepotrzebnie spanikowałem bo zauważam już postępy. Kora już bryka zadowolona na trawniczach przed blokiem, zaczepia pieski sąsiadów, garnie się do wszystkch (a szczgólnie do dzieciaków). Dalsze spacery dalej są problematyczne ale już wiem, że z czasem i to się uda Zauważyłem, ze psina nie boi się samochodów, autobusów, ludzi, kotów, ptaków i psów. Jeśli jednak usłyszy gdzieś szczekającego psa nie widząc go, wtedy kładzie uszy i chce wiać na swój trawniczek. Kora czuje się także niepewnie na dworze w nocy, gdy jest ciemnawo i cicho. Rozgląda sie wtedy na wszystkie strony.
    Dłuższe spacerki najlepiej wychodzą gdy idę z jeszcze jedną osobą. Gdy psak sie zatrzyma, druga osoba oddala się nieznacznie i to wystarczy by Kora ruszyła. Gdy odejdziemy już na większą odległość i nie wie jak wrócić to jest znacznie lepiej - ciągnie wtedy do przodu
    Co do zabaw to ten element musimy jescze dopracować. Jedyna zabawa, która wychodzi nam bezbłędnie to bieganie za mną. Uciakam - psiak mnie goni. W domu bezproblemowo biega i przynosi rzuconą jej gumową kość, piłeczkę czy "maczugę". Na dworze jednak nie jest zbytnio tą formową zabawy zainteresowana. Jeśli już łaskawia pobiegnie za rzuconą zabawką to dobiega tylko do niej i wraca. Staram się rzucać na naprawdę niewielkie odległości (max 5m). Może i to z czasem się poprawi
    Pozdrawiam

  7. Domyślnie

    A gdybyś spróbowała najpierw nakręcić ją na zabawke,uciekać z nią,trochę popiszczeć,a dopiero potem jej rzucić,ale najważniejsze to zadbanie o jej socjalizacje,bo w przyszłości mogą być problemy.


  8. #8

    Domyślnie

    Moj tez sie tak na poczatku zachowywalBal sie halasu,samochodow,rowerow,ludzi,poprostu wszystkiego.Ja staralam sie podejsc z nim(trzymajac na rekach zeby czul sie bezpiecznie)do kazdego "potwora" zeby mogl go powachac i zobaczyc ze to nic groznego.Jak bal sie jakiegos dziecka to podchodzilam i prosilam zeby poglaskalo pieska lub dalo mu smakolyk.I juz jest o niebo lepeij,polubil spacery(na poczatku chodzil z podkulonym ogonkiem i ciagnal mnie do domu )Chociaz w dalszym ciagu do najodwazniejszych to on nie nalezy Plusem jest to ze nie oddala sie za daleko odemnie gdy chodzi bez smyczy i zawsze musi mnie miec na oku,nie podchodzi tez do obcych,obwacha ale podejsc do siebie nie pozwala
    Z jedna rzecza sobie tylko nie moge poradzic,i nieiwem zabardzo jak sie do tego zabrac,strasznie boi sie szczekania psow,gdy tylko uslyszy ucieka i za nic w swiecie nie jestem w stanie go do siebie przywolac,nawet jak go trzymam na rekach to sie wyrywa strasznie.Moze macie na to jakas rade?A moze wyrosnie z tego?

  9. #9

    Domyślnie

    Mój pies ma niecałe 3 miesiące. Ja też próbowałam spacerków "z zabawkami". Ale niepotrzebnie tachałam te klamoty, dla tak małego pieska całe otoczenie jest nowe, zapachy i miejsca... Chyba ciężko jest się skupić na zabawie małemu psu w noym miejscu, bo poznaje świat... A nalepszą zabawą dla mojego maluszka jest bieganie po trawie, a właściwie szleństwo w trawie! Shaggy nawet jeszcze nie siusia na dworze, trzyma bidulek i robi w domciu, po powrocie
    Magda i Shaggy

  10. #10
    Dołączył
    Aug 2006
    Przegląda
    Katowice
    Posty
    58

    Domyślnie

    Hejka!
    Już jest znacznie, znacznie lepiej. Możemy z Korą wybrać się na dalsze spacerki. Odwiedziliśmy centrum miasta w szczycie przedzierając się miedzy nogami przechodniów najbardziej uczęszczaną ulicą i wysłuch'ując ich cmokań, zachwytów, przywołań i pogwizdywań. Innym razem, gdy samochód rozkraczył się w korku na trasie, dzielnie wróciliśmy do domu zatłoczonym, dusznym autobusem. Wszytko odbyło się bezproblemowo .
    Przeżyliśmy także atak biegającego sobie bez smyczki po parku PinMina, którego właścicielka z daleka krzyczała żebym wziął Korę na ręce bo jej psiak gryzie. PnMin nas obszczekał a właścielka stwierdziła, że to normalne bo to rasa obronna. Nie wdając się w zbędne dyskusje poszliśmy z Korą hasać w inne miejsce.

    Kłopoty niestety dalej sprawiają nam nocne spacerki. Tańczące na murach i chodnikach cienie drzew i krzewów, migącząca żarówka pobliskiej latarni, dobiegające skądś z oddali przytłumione ujadanie innego psa, szum liści na drzewach sprawiają, że psina kładzie uszy i podkula ogon (czasami nawet się jeży), ciągnie do domu albo przysiada i wpatruje się w wyimaginowanego stracha. Nie przejawia żadnego zainteresowania zabawą - np. biegnie za mną lub za jakimś aportem i nagle, nie dobiegłszy, zatrzymuje się i nieruchomo, bystrym wzrokiem coś obserwuje.
    Wychodzenie z nią wtedy, to prawdziwa mordęga i dla psiaka i dla mnie. Ona się stresuje otoczeniem, mnie zaś krew zalewa czując że poległem jako pedagog bo nie umiem wytłumaczyć jej, że nie ma sie czego bać...
    Pozdrawiam
    Woo

  11. #11

    Domyślnie

    Ja mam owczarka szkockiego collie, tu socjalizacja to podstawa podstaw, inaczej jest tragedia.
    Jednak trzeba pamiętać, że od 3 miesięcznego szczeniaczka nie można wymagać jakiejś niesamowitej twardości ducha i znajomości swojej pozycji w stadzie ludzkim. To psie dziecko się jeszcze bardzo mocno uczy, obserwuje i smakuje życie. Większość piesków jest wtedy niepewna. Oczywiście tak jak napisała Zofia, smutną prawdą jest, że można trafić na pieska który nie był prawidłowo socjalizowany jeszcze u hodowcy (często u pseudohodowcy) lub nie był socjalizowany wcale.Błędy w okresie wczesnej sojalizacji mogą być nieodwracalne.
    Na początku psiaczek musi oswoić się z samym nowym otoczeniem ze wszystkimi jego dźwiękami i "potworami" - jak pralka, czy odkurzacz, z domownikami, gośćmi. Potem to samo jest z wyjściem z domu, podwórko to dla 3 miesięcznego szczeniaczka jest wielkości Stanów Zjednoczonych. Do tego jeśli mieszkamy w mieście dochodzą ulice, samochody, domiska, ruch uliczny i komunikacja miejska - z którą uważam od maleńskiego powinno się oswajać miejskie psy.
    Wszystko trzeba najpierw poznać, powąchać, posmakować. Przestraszyć może wszystko, np. szczekający głośno i groźnie pies. Od tego jak pójdzie to "smakowanie" zależy jak pies będzie reagował na bodźce w przyszłości. Czy potraktuje je jak "drzewo w lesie", czy będzie się ich obawiał.
    To wszystko trzeba przejść jak najbardziej spokojnie, jak ci radzą przedmówcy. Nie powinno się nad pieskiem pochylać i uspokajać, bo to pogarsza sprawę. Wydaje mi się, że podobnie jest z małymi dziećmi, które wtedy zamiast być dzielne, zaczynają się nad sobą użalać. Pies uspokajanie może odebrać jako znak, że właśnie należy się bać, skoro się nawet pan tak wzruszył.
    Z normalnym pieskiem, nie jakimś boiduchem generalnie, to wszystko przejść jest łatwiej. Problem się czaczyna, jeśli strach ma szczeniaczek w genach. Bojaźliwość, z tego co wiem, jest niestety mocno przekazywana.
    Niestety jeśli mamy doczynienia z takim przypadkiem to socjalizacja i nawet solidna, cierpliwa praca z fachowcem mogą się na niewiele zdać.
    Taką bojaźliwość craz częściej widzę u wielu ras, u których kiedyś myślałam, że to się nie zdarza - np. u Owczarków Niemieckich, Bulli - np.Amstaffów, czy nawet Rottweillerów i innych "ostrzejszych" ras...Myślę, że w spory sposób przyczyniła się do tego nadmierna popularność m.in tych ras a co za tym idzie nadmierna i nie zawsze przemyślana hodowla.

    Ja bym ci bardzo polecała przedszkole dla szczeniąt, w którym pieski od wczesnego szczenięctwa socjalizują się z m.in z innymi szczeniętami, grupą ludzi, a także uczą się stopniowo skupiania uwagi na właścicielu. Wszystko pod okiem najlepiej budzącego nasze zaufanie fachowca, który doradzi i w razie kłopotów pomoże dobrać odpowiednie środki zaradcze.
    Sama chodziłam ze swoją sunią i uważam, że był to wspaniały pomysł. Moja suczka nauczyła się pracować i bawić ze mną - a ja z nią, dużo szybciej pojęła podstawy szkolenia co jej się przydało na kolejnym etapie po przedszkolu - kursie PT.
    Nauka m.in porozumiewania się i nawiązywanie więzi pod okiem zaufanego fachowca okazało się wspaniałym doświadczeniem, którego efekty są wspaniałe, trwałe i przydają się w codziennym "współistnieniu" .
    Pozdrawiam.

    Portrety psiaków na zamówienie - kontakt na prv

  12. #12
    Dołączył
    May 2007
    Przegląda
    Lodz/Sieradz
    Posty
    255

    Domyślnie

    Hej,
    przeczytalam wiekszosc z tego, co tutaj napisaliscie i wyciagnelam pare wnioskow. Nie mialam pojecia, ze pocieszajac, czy mowiac "pieszczotliwie" do psa moge wzbudzac w nim lek, chociaz mialam wrazenie, ze sie wtedy, jakos uspokaja. Bede sie starac zachowywac mniej bojazliwie wzgledem jej niepewnosci.
    Przyzwyczajalam psa do smyczy i obrozy od samego poczatku, dalam jej ja powachac i ostroznie sprobowalam zalozyc na szyje obroze. Nie protestowala zbytnio, chociaz nie podobalo jej sie to, ze robilam to zbyt dlugo (nie moglam trafic w dziurke zrobiona wlasnorecznie, zrobilam wlasna dziurke, pozniewaz obroza nie byla dopasowana i byla zbyt luzna). Nastepnie dalam jej powachac sama smycz i przypielam do obrozy. Sunia chwile wedrowala po mieszkaniu przyzwyczajajac sie, ze cos sie za nia ciagnie, ze to cos wisi jej u szyi. Nie zaobserwowalam zadnego niepokojacego zachowania wzgledem obrazy, czy samej smyczy. Sprobowalam nawet wziac ja do reki i przywolac psa do siebie, czy nawet troszke pospacerowac po pokoju, sunia stawiala troche oporu, ale przy pomocy czegos smacznego krotki spacer i pokonanie leku uwazalam za skonczone. Otwieramy drzwi na klatke schodowa i z psa robi sie jedna wielka kupka siersci. Ona sie zwyczajnie boi wychodzic poza obreby swojego "terytorium". Z poczatku, w obawie przed zblizajaca sie kupa, lub siusiu, wzielismy psa na rece i znieslismy na dol (z drugiego pietra), glaszczac go i powtarzajac spokojnie jego imie. Zamykajac za soba drzwi klatki schodowej, aby nie mogla sie tam wrocic, stawialismy ja na ziemi i... znow mamy psa! Nie widzialam zadnej oznaki leku, czy niepokoju. Nastepnego dnia, powtorzylam "cwiczenia" ze smycza, dalam powachac i pobiegac po mieszkaniu, a pozniej wychodzimy z mieszkania przy pomocy smakolykow. Po zamknieciu drzwi od mieszkania sunia "przytula sie" do nich wrecz i patrzy na mnie takim smutnym spojrzeniem. Odczekalam cierpliwie, poglaskalam ja, mowilam do niej, sunia odwazyla sie przejsc kawalek (od drzwi do schodow) i obwachala dokladnie przebyta droge. Poglaskalam ja, dalam smakolyka, a sunia wrocila pod drzwi i ponownie zaczela sie bac. Nie wiem, czy to jest spowodowane zlym wychowaniem, czy moze ja robie cos zle, ale nie mam,szczerze mowiac, zadnych pomyslow, jak zaradzic temu "problemowi". Obawiam sie, ze biorac szczeniaczka na rece i znoszac na dol, wcale nie zapobiegam problemowi, bo strach pozostaje. Tym bardziej, ze gdy sunia dorosnie, przybieze takze na wadze,a ja juz nie bede wstanie jej znosic z klatki schodowej...
    Moze macie jakies pomysly, jak temu zaradzic?
    Z gory dziekuje za wszelkie porady.
    Kiedy ogarnia Cię ochota do pracy, usiądź i poczekaj aż Ci przejdzie.
    Czasem wystarczy jeden człowiek, albo jedna myśl, żeby zmienić swoje życie na zawsze.

  13. #13

    Domyślnie

    Polecam książkę "Sygnały uspokajające" Turid Rugaas

  14. #14
    Dołączył
    May 2007
    Przegląda
    Lodz/Sieradz
    Posty
    255

    Domyślnie

    Juz jest super. Poswiecilam na nauke chodzenia po schodach cale popoludnie i teraz chodzi bardzo ladnie, a wrecz przeskakuje stopnie Ma w dalszym ciagu problem w wyjsciem za prog, ale jesli juz sie ja zacheci, to idzie jak po masle
    Kiedy ogarnia Cię ochota do pracy, usiądź i poczekaj aż Ci przejdzie.
    Czasem wystarczy jeden człowiek, albo jedna myśl, żeby zmienić swoje życie na zawsze.

  15. #15
    Dołączył
    Apr 2005
    Przegląda
    Siemianowice Śląskie
    Posty
    8,496

    Domyślnie

    Moze podepne się pod temacik ,bo mam pewien problem.
    Otóz mam aktualnie miot chinskich grzywaczy mają dokładnie 12 tygodni .
    Od trzeciej doby miały wprowadzany program " Super Dog" ,starałam sie stosowac zasady " Złotej 12 " ...malce cały czas są w domu w salonie ,mają kontakt z resztą stada i z moją małą coreczką ,przychodzą goscie ,malce wychodzą na dwor czyli teoretycznie ok.
    No własnie ale ....
    Jeden malec wyraznie jakby cofnął sie w rozwoju.Był szczenieciem pewnym ,stabilnym ,nie szaleniec ,ale zrownowazony chłopak.
    Od kilku dni maluch jest wyraznie wycofany - nie przybiega tak ochoczo jak reszta stada ,brany na rece wyraznie się spina .Nie ma objawów paniki - nie piszczy ,nie ucieka ale nie jest juz taki otwarty jak był .
    No i własnie nie wiem czy w tej chwili cofnąc sie troszke z socjalizacją i powtarzac delikatnie poznane sytuacje ,czy maluchowi na kilka dni odpuscic i obserwowac ?


  16. #16
    Dołączył
    Nov 2007
    Przegląda
    Wisznia Mała ( koło Wrocławia )
    Posty
    157

    Domyślnie

    Uważam, że powinnaś cofnąć się do wcześniejszego etapu i je spokojnie przerobić, bo jeśli zupełnie odpuścisz maluchowi, to według mnie lęk się jeszcze bardziej pogłębi.
    Pozdrowienia z mostku kapitańskiego przesyłają Kasia i szkot kapitan Nemo

  17. #17
    Dołączył
    Dec 2005
    Przegląda
    Warszawa
    Posty
    4,578

    Domyślnie

    A nie stało się nic co mogło go wypłoszyć? Jakoś mniej więcej w tym wieku psiaki są bardziej wrażliwe.
    Socjalizuj spokojniej i powoli, nagradzaj intensywniej i obserwuj.
    sprzedam zielone szorki,czerwone guardy wozy (L) i trixie w kostki (XS-S). Komu komu?

  18. #18

    Domyślnie

    Super, ze zauwazylas problem, musisz teraz temu jednemu psiakowi poswiecic najwiecej czasu, nie zapominajac oczywiscie o reszcieJeszcze jest czas, zaczac wszystko od nowa, powodzenia!

  19. #19
    Dołączył
    Apr 2005
    Przegląda
    Siemianowice Śląskie
    Posty
    8,496

    Domyślnie

    Dzieki za odpowiedzi.
    Ja siedze z maluchami cały czas prawie ,bo u mnie szczeniaki to duze wydarzenie w domu i staram sie ,zeby miały jaknajlepszy start w zycie.
    Dlatego tez wole malce miec u siebie dłuzej i byc pewnym ich rozwoju niz pozbyc sie szybciutko ,a potem ubolewac nad brakami w socjalizacji.

    Władczyni !No własnie myslałam nad tym ,czy cos złego mu sie nie stało i nie skojarzył sobie jakos ,ale nie .Dziecka nie zostawiam samego przy szczeniakach ,a wszyscy przyjaciele do " socjalizacji" to psiarze więc zasady postępowania z malcami znają.Duze psy tez odpadają ,bo one wybierają ucieczke i obserwuja zabawy maluchow z wysokosci kanapy.
    Zrobie tak jak radzicie ,popracuje sobie z malcem na osobnosci i zobacze efekty .

    Cholewcia ....martwi mnie troche ten szczylek ,bo nie wyłapałam co sie stało i nad czym mam sie skupiac najbardziej
    Ehhhhh takie malce to strasznie wielka odpowiedzialność


Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •