W czwartkowy ranek wracałam tradycyjnie z zajęć z przedszkola na Górce. Stałam na skrzyżowaniu i czekałam na swoją kolej. Zaraz po skręceniu w prawo na główną ulicę zauważyłam czarny, skulony kłębuszek leżący pod rozłożystym krzakiem. Serce zaczęło mi łomotać i od razu pomyślałam, że może to jakiś potrącony psiak lub kociak. Pojechałam do domu i wzięłam trochę suchej karmy. Wróciłam w to samo miejsce i zobaczyłam czarnego, wystraszonego i zmarzniętego psiaka. Podeszłam do niego bliżej, on wstał i trząsł się na tych swoich chudziutkich łapkach z zimna i zaczął uciekać

. Kilkakrotnie próbowałam podejść do niego, ale niestety efekt był taki sam. Zostawiłam mu karmę i postanowiłam, że wrócę do niego po pracy. Odjeżdżając widziałam w lusterku bocznym samochodu, że psiak stoi i je. Ucieszyło mnie to trochę, ponieważ to, że zjadał cokolwiek w taką pogodę to już było dla niego coś.
W międzyczasie kombinowałam gdzie umieścić psiaka, bo przecież nie mógł zostać na ulicy w takie mrozy. Niestety nie udało mi się znaleźć osoby, która przygarnęłaby tą bidę czasowo. Opowiedziałam o wszystkim moim rodzicom, a oni bez chwili namysłu postanowili, żebym zabrała psiaka do nas do domu. Zadzwoniłam do Hanek i umówiłyśmy się, że zaraz po pracy razem pójdziemy po psiaka. Niestety na miejscu okazało się, że go nie ma

Przeczesałyśmy całą okolicę, szukałyśmy w krzakach i dziurach, ale psiak się rozpłynął. Wieczorem postanowiłam, że wezmę moją Misię na spacer i przy okazji ponownie sprawdzę to miejsce. Psiaka jednak nie było.
Około godziny 21 dostałam telefon od pewnej pani, która jak się okazało wpuściła psiaka do pobliskiej szkoły. Nakarmiła go i zamknęła w szatni, żeby trochę się zagrzał. Po chwili wsiadłyśmy z mamą do samochodu i pędem pojechałyśmy po biedaka. Leżał biedny cały wykrzywiony i skulony z zimna. Był bardzo zrezygnowany i spokojny. Zrobiłyśmy mu ze smyczy pętlę i założyłyśmy na szyję. Kobieta, która go dokarmiała pomogła wpakować nam chłopaka do samochodu. Po przyjeździe do domu poznałyśmy Mundiego z naszymi suniami Iką (Misią) i Seniorką Sonią. Soncia jak zwykle nawet nie niego nie popatrzyła, a Ika zaczęła go wąchać i wysyłać sygnały uspokajające. Noc z czwartku na piątek minęła nawet w miarę spokojnie, Mundi spał mocno i przy tym głośno chrapał
Wczoraj byłyśmy z nim u weta i tak jak przypuszczałyśmy Mundi nie jest zdrowy
Ma chorą prostatę i zapalenie układu moczowo-płciowego, w uszkach świerzbowca, a w oczkach blizny i złogi lipidowe. Do tego ma brzydką sierść, ślady po pogryzieniach, załamanego kła, łapki całe odmrożone i opuchnięte. Psiak dostaje antybiotyk na prostatę, który ma przyjmować przez 5 dni. Wetka wyczyściła mu uszka i dała trutkę na świerzba oraz kropelki przeciwzapalne. W oczkach są prawdopodobnie jakieś blizny po ukłuciach. Zakrapiamy je 2 razy dziennie kropelkami, które nawilżają oczy oraz spojówki oraz być może spowodują zmniejszenie się blizn.
Mundi ma około 6 lat, jest średniej wielkości (waży 15 kg).
Uwielbia pieszczoty, łagodnie wspina się łapkami na kolana i podkłada łebek do głaskania 
Jest niesamowicie łagodny. bardzo ładnie dogaduje się z moimi suniami, w ogóle jak na razie nie miał z nimi żadnych spięć. Jest wychudzony, ale grzecznie czeka na posiłek i pozwala sobie ruszać w misce. Z relacji kobiety, która go dokarmiała wynika, że
psiak prawdopodobnie został wyrzucony i błąkał się po okolicy od sierpnia!!! Może u nas zostać to czasu znalezienia nowego DS, ale gdyby się okazało, że nikt nie będzie chciał tego słodziaka zostanie u nas. Jedno jest pewne, nie oddam go w niepewne ręce.
Mundi zaraz po przywiezieniu do domu
A tutaj fotki z wczoraj, tak psiak spędził cały dzień ...