trzymam kciuki za jutrzejszy dzien! dobranoc.
trzymam kciuki za jutrzejszy dzien! dobranoc.
Husse Lax&Ris|
Hypoalergiczny łosoś i ryż! Bezglutenowa karma Husse Lax&Ris nie zawiera pszenicy, wołowiny ani kurczaka. Przeznaczona jest dla psów cierpiących na problemy żołądkowe i jelitowe o podłożu alergicznym. Polecana również przy występowaniu alergii skórnych. |
|
Odpowiednia dla psów o białej sierści Dzięki niskiej zawartości Beta-karotenu oraz miedzi karma Husse Lax&Ris nie powoduje przebarwień i pozwala utrzymać naturalny kolor włosa psa. |
Niestety, w klinice go nie przyjmą, nawet odpłatnie. Kazali mi dzwonić na Staż Miejską, zeby zabrali psiaka na obserwację Na Paluch![]()
I co teraz? Myślicie, że go potem wydadzą skoro jest dzikusem, który całe życie mieszkał na działce - on chyba nawet nigdy nie chodził na smyczy!!
Nie myślałam, że moja pomoc tak się skończy...
Myślę, że jednak trzeba go będzie zgłosić, by trafił na obserwację. Może się zdarzyć, że jeszcze kogoś chapnie i nie trafi na tak wyrozumiałych ludzi, jak Ty Aniu i Twój TZ.
Słuchajcie - a czy w razie czego - po obserwacji mozna bedzie go wyciagnac z\ Palucha - do hoteliku, lub tymczasu?
Dobrze, że jesteś!
Niedawno rozmawiałam przez telefon z Owieczką. Są 2 opcje:
1. Jutro odłowić psa, zadzwonić na Straż, która zawiezie go do schroniska na obserwację, no i
2. Umieścić psa tymczasowo w hoteliku (pod warunkiem, że osoba (w tym przypadku mężczyzna) będzie mogła się nim opiekować - nie wiadomo jak pies będzie na niego reagował. Tyle że psiak oficjalnie nie był by pod obserwacją.
Aniu - ja wciaz mysle, ze pewnosc o zdrowie Twojego narzeczonego - jest najwazniejsza - jesli trzeba - i pies musi trafic do schronu - to dobrze byloby poinformowac w schronie, ze pies bedzie odebrany... tak aby nie wyparowal...a w tym czasie szukac hoteliku, czy tymczasu... wciaz mysle, jakby to bylo, gdyby moja bliska osoba zostala ugryziona... nie zastanawialabym sie nad obserwacja - zdecydowalabym sie - dla spokoju. Lepiej nie myslec, co by sie dzialo, gdyby Rudi okazal sie chory![]()
Mam DOBRĄ WIADOMOŚĆ!!
Jutro trzeba psiaka odłowić i będę potrzebowała pomocy, najlepiej, żeby to była dziewczyna. Psiaka trzeba złapać na smycz, podać mu lek i poczekać, aż uśnie. Mam tylko nadzieję, że wszystko się uda. Wstępnie umówiłam się na 12, ale godzina może się lekko przesunąć.
Psiaka przyjmą do hoteliku przy SGGW gdzie będzie miał też opiekę weterynaryjną (więc tak czy siak, będzie obserwowany). Trzeba będzie zorganizować też jakieś pieniążki...
EwoMarto pomożesz??
Tak Aniu, pomogę. Postaram się namówić mojego TZ, żeby zostawił mi samochód, wtedy mogę być w kilkanaście minut na miejscu. I w razie potrzeby zabrać go samochodem do SGGW. Tyle, że wtedy musiałabyś jechać z nami, bo sama nie dam rady go wynieść, tym bardziej, że nie mogę nosić niestety. Jeśłi nie będę miala samochodu, przyjadę i tak.
Rozumiem, że najpierw złapiemy go na smycz w czasie jedzenia, a w jedzeniu dostanie lek nasenny? Wtedy jest szansa, że nie ucieknie i nie zakopie się gdzieś w norze, żeby pospać. Bo wtedy zamarznie na bank! Czy kota zabierzemy też od razu?
Bardzo Cię proszę, daj znać choć godzinę wcześniej o której się spotykamy, żebym mogła dotrzeć na czas. Ja będe gotowa tak, żeby być na 12.
Ostatnio edytowane przez Ewa Marta ; 23-01-2010 o 23:20
SUPER!!! Aniu - jak bedziesz wiedziec - napisz w watku jaki to jest koszt -
trzeba bedzie moze jakies bazarki porobic... ja chwilowo mam zarezerwowane swoje rzeczy dla malawaszki... Aniu pobuszuj po domu - moze znajdziesz rzeczy, ktorych nie potrzebujesz- a ktore mozna wystawic ( zajrzyj na bazarek - zorientujesz sie o co chodzi).
dlatego mysle, ze dobrz epodac mu usypiacz - w jedzeniu i w tej 'altance" - tak, aby do momentu zasniecia byl w towarzystwie
-------------
a co myslicie o KASTRACJI? czy nie jest to dobry pomysl?
Super!
Zrobimy tak jak napisałaś! Też myślę, że trzeba najpierw go udobruchać, złapać na smycz i dopiero podać lek. Jutro kończę zajęcia przed 11. Jak tylko będę miała wiadomość od Owieczki - będę dzwonić już przed 11, to zaraz do Ciebie zadzwonię. Samochodem się nie przejmuj - mój narzeczony nam pomoże, tyle, że pies musi już spać. Trzeba będzie go przenieść ale w dźwiganiu też mi pomoże. Musi się udać, bo jak nie to nie wiem...
Pamiętaj, żeby się dobrze ubrać! Jakbyś miała może jakiś koc żeby go przykryć to też byłoby fajnie!
A, co do bazarku to coś się wymyśli. W domu zawsze coś się znajdzie, chociaż ja to większość takich rzeczy oddaje mamie, która organizuje podobne akcje. Jak będzie trzeba, to coś się namaluje, zrobi jakieś ramki itd.![]()
No pewnie! Tak więc jutro dam głos co i jak, a reszta niech trzyma kciuki!!
UDAŁO SIĘ!!!
Pies jest już bezpieczny!
Pozwólcie, że trochę odsapnę, bo padam z nóg. Wzięłam kota do domu - psiego kompana i muszę mu trochę potowarzyszyć. Jutro, najpóźniej we wtorek, zabiorę kota na sterylizację, odrobaczę i zobaczymy, jak się zadomowi i zaprzyjaźni z moim Gutkiem, to będzie fajowo!
Wieczorkiem siądę i wszystko opiszę!Nawet nie wiecie jaka jestem szczęśliwa!!
Wszystko się udało, psiak już bezpieczny
Nie było łatwo, bo jak juz tam doszłyśmy, okazało się, że on akceptuje na swoim terenie tylko Anię. Rzucił się więc na mnie, starałam się zachować postawę uspokajającą, ale im bardziej ją przyjmowałam, tym bardziej on skakał z zębami do mnie. Złapał mnie za nogę, na szczęście miałam grube spodnie i nie udało mu sie ich przegryźć. Jako tako reagował na ostry głos "nie rusz".
Ania podjęła decyzję, żebym się wycofała i ona spróbuje go ułagodzić. Schowałam się ale każdy mój ruch wyzwalał agresję psa. Dostał jeść (kot też), jadł łapczywie, widać było, że jest głodny. Potem Ania powoli założyła mu smycz na szyję. Za chwilę rzuciłam jej obrożę, którą powoli dopasowała do jego szyi, założyła i powoli przepięła smycz. Pies pozwalał robić jej ze sobą wszystko, skakał i koniecznie chciał ją całować. Widać, że zaufał jej bezgranicznie. Wtedy Ania zaczęła mu dawać mięso z tabletkami,. Zjadł rewelacyjnie, tyle, że ni groma nie chciał po nich spać. Po 15 minutach trochę się załamałyśmy, po pół godzinie nabrałyśmy pewności, że on nie zaśnie. No, ale zostawić go juz nie było można. Ustaliłyśmy, że Ania założy mu kaganiec, ja podjadę ile będę mogła samochodem i ona go podprowadzi, Ja musiałam przechodzić dookoła działki, bo nie chciał mnie wypuścić. Doszłyśmy do wniosku, że jakoś musimy dać radę go zawieźć. Ania będzie go trzymać ile sił z tyłu, a ja modląc sie, jakoś poprowadzę![]()
To niewiarygodne, ale on pozwalał Ani na wszystko, również na założenie kagańca.
Podjechałam samochodem, Ania powolutku prowadziła go w jego stronę. Jak już byli blisko, jej TZ odszedł kawałek, żeby go pies nie widział, ja otworzyłam samochód i tez odeszłam. Jak ona go wsadziła - nie wiemW samochodzie zaczął się tarzac w kołdrze moich psów, był ożywiony maksymalnie, a Ania usiłowała go okiełznać i wepchnąć do tyłu, żeby potem złożyć siedzenia tylne. Miałam je rozłożone sądząc, że będę wiozła śpiącego psa. Kiedy nie chciał iść do tyłu, wystarczyło, że stanęłam za szybą, rzucił sie na mnie z zębami.
Kiepsko sie czułam myśląc, że za chwilę tam wsiądę i będę prowadzić samochód, ale cóż - nie było wyjścia. W końcu Ania przestawiła go do tyłu, postawiła siedzenia i trzymając go mocno, w jakiejś dziwniej pozycji z głową w bagażnikupowiedziała, że mogę wsiadać i jechać. Ruszyliśmy..... i nagle pies się uspokoił. Ciekawie rozglądał się dookoła, Ania wprawdzie bardzo go pilnowała, ale on przestał na mnie ujadać i spuścił z tonu
Dojechałyśmy, za nami Ani TZ. Kiedy wysiedliśmy z samochodu, pod kliniką poznałam..... nowego psa. Ktoś nam go podmienił po drodze, jak daję słowo
Miły, merdający do mnie ogonem, liżący wyciągniętą rękę.... no Anioł
Porobiłam mu zdjęcia, większość niestety nie wyszła, bo ruszał się straszliwie, ale część z nich (wyślę je do Ani i ona wklei tutaj) pokazują jaki to piękny pies. Jest śliczny, młody (może 4 lata) i uroczy. Ania zdjęła mu kaganiec po wejściu do kliniki. Czuł się niepewnie, tulił się do niej, całował ją, kiedy kucnęła obok. Ciężko było go zostawić, bardzo skamlał, kiedy wychodziliśmy, ale nie ma wyjścia.....
Mam nadzieję, że znajdzie dom. On pilnował terenu, takie dostał zadanie od kogoś, kto go tam zostawił i robil to perfekcyjniePo zabraniu go stamtąd, okazał się przemiłym psiakiem, który bardzo chce do kogoś należeć. Ania napisze cos jeszcze na pewno, ona była w tym oku cyklonu. Ja czułam się chwilami bezradna, bo mogłam stać bez ruchu i czekać co będzie. Ona zrobiła koło niego wszystko, zmachała się i spociła i mam tylko nadzieję, że nie będzie chora
Prawdopodobnie jutro pojedzie do niego i wyprowadzi na spacer.
I powiem Wam jeszcze coś.... Kiedy Ania wyprowadzała psa, szedł za nimi jak cień kot, który sie z nim zżył mocno. Nie dał się złapać na ręce, ale ocierał sie o nogi i chętnie jadł ciepłe jedzenie. No i poprosiłyśmy Pana opiekującego sie zwierzętami o pożyczenie kontenerka do jutra i Ania z TZ-em pojechali łowić kota. Udało sięAnia zabrała go do domu, a jutro od razu do weta i na kastrację jak szybko się da.
Zaczynamy zbierać kasę na psiaka (Rudi? Czy inaczej>? Aniu - decyduj) Trzeba mu zalożyc książeczkę, zaszczepić, odrobaczyć.... może zbadać ogólnie w jakim jest stanie.
No i szukać domu, najlepiej takiego, w którym mógłby pilnować swojego terenu. On nie jest agresywny tak naprawdę, tylko doskonale pilnuje swojego terenu - to moje obserwacje. Kiepsko, że tak krótko można do niego przyjeżdżać, bo do 15-tej to mało kto może dojechać, ale postaram się może we wtorek wyrwać na krótko. Uważam, że wyjdzie ze mną bez problemów, bo już mnie lizał, pozwalał sie głaskać i był grzeczny. Strasznie mi smutno, że został tam sam, w zamkniętym kojcu. Bal się bardzo chodzić po metalowej podłodze, w jednej części ma kołderkę, miskę z piciem i jedzeniem, w drugiej metalową podłogę. Jest nadzieja, że będzie się tam załatwiał![]()
Ostatnio edytowane przez Ewa Marta ; 24-01-2010 o 17:59
SUPER!!!Jakis udany weekend dla Ursynowa
Mi sie udalo zabrac Mroziaka
, a Wam ta sierote i kota
!!! Zajebiscie czytac takie wiadomosci
!!! Gdzie ten piesek jest teraz ??? W ktorej klinice ???
Jeszcze Bialaska trzeba zlapac z Meander i bedzie komplet!!!
![]()
Czytałam wątek i duchowo wspierałam. Gratuluję Aniu odwagia dodatkowo po przejściach narzeczonego jestem pełna podziwu, że nie zostawiłaś tam tego agresywnego psa
![]()
Zakładki